Są takie dni, a raczej noce, kiedy jestem nadpobudliwa i mam nieprzemożoną chęć uładzenia przestrzeni, w której przebywam. Zaczynam wówczas sortować i wyrzucać papiery, kosmetyki i ubrania. Innych rzeczy nie przechowuję. W pokoju studenckim nie mam ramek ze zdjęciami, figurek, świec. Nie należę do osób, które używają zwrotu: "To się jeszcze na coś przyda". Paradoksalne jest to, jak bardzo związana jestem z przeszłością, a zarazem jak bardzo jej nie cierpię - powracam do niej, by usunąć jej złe pamiątki, relikty własnego zagubienia. Wyrzucanie działa na mnie terapeutycznie. Spakowałam już dziurawą poduszkę z pierzem (zawiozę mamie, piórami napełni inną poduszkę), kiepski szampon, stare zapiski. W kącie szafy zawisły bolerka, koszule na zamek i dziwne sukienki. Nie chcę ich. Nie podobają mi się. Mam je od długiego czasu, nie noszę, oddam je bądź sprzedam na Allegro za kilka złotych. Nie cierpię chomikowania rzeczy z czasu niedookreślenia się. Teraz już znalazłam swój styl - to osobliwa mieszanka rocka, glamour, marynarza i retro-kobiecy. Od długiego czasu prowadzę skrupulatne zapiski dotyczące każdego wydatku, nawet zrobienia kserokopii za 14 gr. W osobnym zestawieniu dzielę tematycznie wydatki inne niż opłata za pokój, sieciówkę, net i telefon oraz jedzenie. Mam na myśli ubrania, chemię i kosmetyki, ksero, książki, czasopisma i pozostałe. Z miesiąca na miesiąc wydatki są coraz lepiej planowane. Zakreślam rzeczy, bez których mogłam się obejść. Wyeliminowałam gazety, zredukowałam swoje potrzeby. Jestem przerażona kosztami życia poza domem rodzinnym. Będąc na pierwszym roku studiów, wydawałam nieco ponad 10 zł dziennie, pokój kosztował 300 zł. Po zajęciach chodziłam po antykwariatach i księgarniach. Dziś... najniższa krajowa pensja oznaczałaby dla mnie głód i frustrację. Nie ma możliwości, by zejść poniżej 1100 zł na miesiąc. Polecam każdemu takie planowanie. Każdy głupi zakup dokonany pod wpływem chwili może stać się uporczywym wyrzutem sumienia.
Oglądanie blogów o modzie ma 1 zaletę - wyrabia gust. Na podstawie upatrzonych rzeczy robię swoją listę. Nietypową. Szkicuję ubrania, których poszukuję. Przyzwyczajam wzrok do tych fasonów i uderzam na lumpeks. Czasem na centrum handlowe lub Allegro. Droższe rzeczy zacznę kupować, gdy już będę miała własną pensję, a nie jak dotychczas - oszczędności, prace dorywcze i stypendium (z likwidacją stypendiów naukowych ostro przesadzili). Nie mam sumienia w wieku 23 lat prosić mamę o kupno dwudziestej pary butów.
Umiłowanie do porządku może być obsesją (polecam "Palacza zwłok" Ladislava Fuksa, jak i całą literaturę czeską, którą studiuję). Obsesją może być także zgoła przeciwna właściwość - umiłowanie bałaganu.
Jest noc, 1.40, słucham Grzegorza Ciechowskiego i czuję się uwolniona od gratów. Na biurku leży schemat z wewnętrznym zróżnicowaniem polszczyzny. Kiedyś trzeba dokończyć pracę magisterską. Za 19 dni zostanie oddana. Zdążę, muszę.
Cieszę się na wolną przestrzeń w szafie, na niedługi koniec polonistyki i kontynuację bohemistyki. Wyrażam nadzieję na znalezienie ciekawej pracy w wolnym wymiarze godzin. Wierzę, że w październiku udam się na wakacje, na urodziny sprawię sobie poezje Frantiska Halasa i perfumy Dior Hypnotic Poison Eau Sensuelle.
Mam nadzieję, że rodzina będzie zdrowa, że w miłości będzie dobrze. Tylko takie założenia maja sens.
Jak widzicie - lubię modę. Tylko lubię. Przebrzmiałej się pozbywam, chcę iść do przodu. Moda to tylko małe tło w wycinku życia realnego.
Życzę wszystkim, by mogli zarwać nockę, powyrzucać nieco i zdać sobie sprawę z błahości tkanin i fasonów.
Lubię spać do 10. Nie zmuszam się do wstawania z budzikiem. Boję się skutków braku wypoczynku. To moja recepta na dobrą pamięć. Mam też nadzieję, że życie w zgodzie z własnym zegarem biologicznym uchroni mnie przed chorobami.
Dobranoc.
A tu pamiętna Kelly. Była to moja ulubiona bohaterka serialu - niezbyt lotnego, ale świetnie relaksującego. Od zawsze podobała mi się uroda aktorki grającej tępą "Kluseczkę" (tak mówił na nią Al). Gdy dziś patrzę na zdjęcia z serialu, moda z początku lat 90. wydaje mi się szalenie inspirująca. Czy nie wydaje Wam się, że wszechobecne ramoneski, biżuteria w kształcie krzyża i czerwona obcisła sukienka Muchy z H&M są dziwnie znajome?
Christina dziś. Mimo upływu czasu i przeciwnościom losu (wygrała walkę z rakiem piersi) nadal piękna:










Również notuję wydatki. I również zejście poniżej 1000/1100 graniczy z cudem. Oznacza zazwyczaj jedzenie bułki z pasztetem i pierogów z Auchana przez okrągły miesiąc. No i żadnych dodatkowych wydatków. Ale nie załamujmy się. Większego spokoju i luzu chyba trzeba. Jest i będzie ok.
OdpowiedzUsuń