Każda kobieta lubi piękno. Co ciekawe, i kobiety lubią czasem popatrzeć na piękne kobiety. Mam kilka typów, które mnie inspirują. Dziś prezentuję zdjęcia gwiazdy lat 80., a współcześnie klanowej tandeciary po 50. - Izabeli Trojanowskiej. Nie myślcie sobie, że codziennie przed wieczorynką śledzę wątki miłosne z Feliksem. Szperając niegdyś na youtube, odkryłam stare teledyski tej pani i zachwycam się jej urodą do dziś. O tym mowa:
5.12.11
28.11.11
NAKUPY DO KUPY
Nakupy to po czesku zakupy. Ostatnimi czasy jestem gołodupcem, bo zaniechałam zupełnie szukania pracy. Muszę to zrobić, stara już jestem, a mama gorąco zachęca: "Będziesz miała na swoje potrzeby!" Nie mam sumienia ciągle być na czyimś utrzymaniu. Chociaż perspektywa emerytury za jedyne 43 lata skutecznie zniechęca mnie do pracy, gdyż uwielbiam się kształcić - w planach mam dokończenie filologii słowiańskiej z językiem czeskim i studia podyplomowe (doktoranckie są wbrew pozorom bez przyszłości, chyba że jest tu ktoś chętny w roli sponsora?).
No, ale do rzeczy, mniejsza o czynnik ekonomiczny, choć to on odgrywa znaczącą rolę w moim podejściu do kobiecego sposobu na relaks. Robi się świątecznie i postanowiłam:
a) zaromatyzować się
b) zaopatrzyć się w domki bez zaciągania kredytu na 30 lat
c) zakupić glamourową torebeczkę na Sylwestra, na który nie mam planów (sh)
d) sprawdzić, czy pasuje mi szminka w kolorze czerwonego wina (będąc w drogerii, bałam się zaryzykować, więc kupiłam wersję testową na bazarku za całe 2 zł. Chyba jednak się skuszę na drogeryjną, bo kolor jest przepiękny, bazarowej boję się używać)
Kominek aromaterapeutyczny. Słyszałam, że Polacy to pomysłowy naród.
A w pokoju pachnie mi czekoladą, ciekawe dlaczego? :P
No, ale do rzeczy, mniejsza o czynnik ekonomiczny, choć to on odgrywa znaczącą rolę w moim podejściu do kobiecego sposobu na relaks. Robi się świątecznie i postanowiłam:
a) zaromatyzować się
b) zaopatrzyć się w domki bez zaciągania kredytu na 30 lat
c) zakupić glamourową torebeczkę na Sylwestra, na który nie mam planów (sh)
d) sprawdzić, czy pasuje mi szminka w kolorze czerwonego wina (będąc w drogerii, bałam się zaryzykować, więc kupiłam wersję testową na bazarku za całe 2 zł. Chyba jednak się skuszę na drogeryjną, bo kolor jest przepiękny, bazarowej boję się używać)
Kominek aromaterapeutyczny. Słyszałam, że Polacy to pomysłowy naród.
A w pokoju pachnie mi czekoladą, ciekawe dlaczego? :P
25.11.11
TO SE NEVRATI
Czas skończyć z tą cizią - pomyślałam niespełna 2 lata temu, gdy zapragnęłam zmiany wyglądu. Dość mi było straganowej tandety na sobie, oskubanych adidasków, nieujarzmionych włosów. Gdy wyjechałam do Berlina, w samotne wieczory przeglądałam strony o modzie i powoli zaczęłam odnajdować swój styl. W ciągu dwóch lat niemalże całkowicie wymieniłam swoją garderobę. Z zagranicy przywiozłam sporo biżuterii, buty i parę ubrań, resztę planu uzupełniania garderoby realizowałam w polskich lumpeksach bądź na wyprzedażach. Bardzo skrupulatnie i regularnie przeglądam swoją szafę. Nie pozwalam zagnieżdżać się w niej ubraniom zużytym, bez smaku i szmacianej jakości. Pozostałam jednak wierna włosom - kolor mam naturalny, długość do połowy pleców - zamierzam zapuścić je do pasa. Jeśli chodzi o makijaż - nie lubię się malować, lecz zawsze tuszuję rzęsy, a ostatnio pokochałam eyeliner oraz czerwoną pomadkę.
Nigdy nie chciałam być modnisią, paniusią, chciałam, by mój ubiór był charyzmatyczny. Wyjątkowy nie jest, ale zawsze musi być kobiecy i bardzo lubię mocne akcenty - uwielbiam czerń, ramoneskę, kozaki za kolano, ćwieki. W kwiatkach od stóp do głów nigdy mnie nie zobaczycie. :)
Proste to wszystko - pomyślicie. Nie takie proste, zobaczcie jak zmieniałam się od czasów liceum. Koszmar, prawda? (A fotki i tak przeszły dokładną selekcję. Ich zamieszczenie wymagało ode mnie niemałej odwagi).
I klasa LO, wycieczka rowerowa.
Później było tylko gorzej:
Po I roku studiów - grzywkowy koszmar.
Po II roku studiów - tandetny makijaż, koszula i koraliki.
Zielona żaba-dresiara.
Bazarowa królowa (sortowałam książki ze studiów i do matury).
Dzisiejszą mnie możecie zobaczyć na tym oto blogu. ;)
Ale mi wstyd, że tak kiedyś wyglądałam. I wiecie, co jest najgorsze? Wtedy charakter miałam na równi z wyglądem, a osoba, z którą już nie jestem, była we mnie wówczas szaleńczo zakochana. Przedobrzyłam. Teraz zmieniłam się na lepsze w wielu aspektach (nie myślę tylko o wyglądzie) i... chciałabym sobie życzyć, by moje trudy nie szły na marne. :)
Nigdy nie chciałam być modnisią, paniusią, chciałam, by mój ubiór był charyzmatyczny. Wyjątkowy nie jest, ale zawsze musi być kobiecy i bardzo lubię mocne akcenty - uwielbiam czerń, ramoneskę, kozaki za kolano, ćwieki. W kwiatkach od stóp do głów nigdy mnie nie zobaczycie. :)
Proste to wszystko - pomyślicie. Nie takie proste, zobaczcie jak zmieniałam się od czasów liceum. Koszmar, prawda? (A fotki i tak przeszły dokładną selekcję. Ich zamieszczenie wymagało ode mnie niemałej odwagi).
I klasa LO.
I klasa LO, wycieczka rowerowa.
Później było tylko gorzej:
Po I roku studiów - grzywkowy koszmar.
Po II roku studiów - tandetny makijaż, koszula i koraliki.
Zielona żaba-dresiara.
Bazarowa królowa (sortowałam książki ze studiów i do matury).
Dzisiejszą mnie możecie zobaczyć na tym oto blogu. ;)
Ale mi wstyd, że tak kiedyś wyglądałam. I wiecie, co jest najgorsze? Wtedy charakter miałam na równi z wyglądem, a osoba, z którą już nie jestem, była we mnie wówczas szaleńczo zakochana. Przedobrzyłam. Teraz zmieniłam się na lepsze w wielu aspektach (nie myślę tylko o wyglądzie) i... chciałabym sobie życzyć, by moje trudy nie szły na marne. :)
19.11.11
CZERŃ ZDOMINOWAŁA DUCHA MEGO
Powiedziałam sobie dość. Znudziło mnie nabywanie nowych ubrań (ciekawe na jak długo?). Starebrowary i inne poznanieplazy mogłyby dla mnie nie istnieć. Uwielbiam to uczucie, gdy przeglądam obrazki w gazetce "Hot" i znajduję w niej ubrania za kilkaset złotych, które wiszą w mojej szafie. Jest tylko jeden szkopuł - moje kosztowały 5-20 zł. Viva lumpeksy (czy ten blog nie gloryfikuje za bardzo szmateksów?)! Jak mi się zechce, dodam post z moimi ekwiwalentami.
No, ale nawet lumpeksy mi się przejadły. I wieczny brak wieszaków.
Przeżywam duchową żałobę (nie mylić ze śmiercią) i najlepiej czuję się odziana w barwy młodocianej metalistki. Uwielbiam kontaminacje (połączenia dwóch wyrazów w jeden) i gry słów: metal + licealistka = metalistka. Metal oznacza również kolor.
Poniżej trochę mojej smutnej i jakże nieodkrywczej tandety. I ruiny mają swoją symbolikę.
Ot, macie tu przeciętną blondzię, która czuje się jak podmiot liryczny z wierszy Františka Halasa (poety, przyjaciela naszego Gałczyńskiego).
No, ale nawet lumpeksy mi się przejadły. I wieczny brak wieszaków.
Przeżywam duchową żałobę (nie mylić ze śmiercią) i najlepiej czuję się odziana w barwy młodocianej metalistki. Uwielbiam kontaminacje (połączenia dwóch wyrazów w jeden) i gry słów: metal + licealistka = metalistka. Metal oznacza również kolor.
Poniżej trochę mojej smutnej i jakże nieodkrywczej tandety. I ruiny mają swoją symbolikę.
Ot, macie tu przeciętną blondzię, która czuje się jak podmiot liryczny z wierszy Františka Halasa (poety, przyjaciela naszego Gałczyńskiego).
płaszcz - masówka
sweter - lump (H&M Divided)
legginsy - bezfirmowe
buty - niemiecka tandeta, czyli Niu Jorker
PS Gdy nie wiemy z kumpelą jak zapozować, przypominamy sobie mądrość naszej naczelnej narodowej madelki Anny R. wygłoszoną w programie o tytule oznaczającym jej branżę. Seplenimy: "Zagraj twarzą" i zaraz mimika nam się zmienia.
14.11.11
LUMPEKSOWE ŁOWIECTWO
O ironio, moim niekwestionowanym atutem do niedawna była ciągła chęć kreatywnego pisania. Co smutne, i ja poddaję się wpływom dominacji kultury obrazkowej. W zeszłym tygodniu napisałam brzydki wierszyk o płci męskiej, ale twór ów nie nadaje się do publikacji. Lepiej będzie, jak pochmurne i gorzkie przemyślenia duszy mej kalekiej posiedzą jeszcze trochę w rękopisie i w mojej głowie, do której nieprzerwanie od 24. lat docierają różnorakie impulsy. Dziś po raz kolejny koncentruję się na dominacji grafiki nad słowem.
Szczególnym od-myśleniem, odmóżdżeniem jest dla mnie pójście tam, gdzie czai się kurz, roztocza i stado samic homo sapiens. W poniedziałkowe poranki zamieniam się w łowcę.
Spodenki miałam na sobie przy okazji ostatniego wpisu.
Szkoda, że mój aparat nie trudzi się nad jakością zdjęcia jak ja nad poprawnym zapisem notki. ;)
Szczególnym od-myśleniem, odmóżdżeniem jest dla mnie pójście tam, gdzie czai się kurz, roztocza i stado samic homo sapiens. W poniedziałkowe poranki zamieniam się w łowcę.
Spodenki miałam na sobie przy okazji ostatniego wpisu.
Szkoda, że mój aparat nie trudzi się nad jakością zdjęcia jak ja nad poprawnym zapisem notki. ;)
7.11.11
TAK SIĘ BAWIMY BEZ CHŁOPÓW
Po długiej przerwie spowodowanej zmianami personalnymi, postanowiłam powrócić. Dziś będzie bez zbędnego opisu. A oto niskobudżetowy strój wyjściowy:
trencz - lump
szal - KappAhl
bokserka - lump
spodenki - lump
rajstopy - H&M
kozaki - zwykły sklep
torebka - House
kolczyki - H&M
27.10.11
CHCECIE BALMAIN? OTO BALMAIN
Słucham sobie rodzimej klasyki popularnego rocka z lat 80...
... i patrzę:
Żakiet Beyonce!
... i inne piękności:
... i patrzę:
Żakiet Beyonce!
... i inne piękności:
19.10.11
INDYFERENTYZM
Wszystko stało mi się obojętne. Rozregulowany sen, przeglądanie pierwszych ogłoszeń w sprawie pracy. Owoc?
Taki styl miałam (mam?) na co dzień.
"Zainteresowane osoby prosimy o przesłanie: CV (wraz z podaniem informacji o stopniu niepełnosprawności i standardowym dopiskiem: „wyrażam zgodę...”), listu motywacyjnego oraz przykładowego tekstu na dowolny temat." Gdyby ktoś porządnie zepchnął mnie ze schodów w Coll. Maius, mogłabym zostać copywriterem. A tak to sobie studiuję dalej w nadziei na skuteczne poturbowanie się. Taki czarny humor mam.
Powyższy komentarz obrazuje mój aktualny stosunek do rzeczywistości. Z modą jest podobnie. Odkopałam dziś stare zdjęcia wykonane kamerą internetową. Chcę zapełnić nimi blogową pustkę. Wszystkie fotki, oprócz ostatniej, pochodzą jeszcze z czasów erasmusowych, stąd skromna sceneria w pokoju.
ubrania - większość z lumpa, buty F&F; możecie mi nie wierzyć, ale golf z krótkim rękawem jest marki DKNY - znaleziony w lumpie
Taki styl miałam (mam?) na co dzień.
15.10.11
NIECHĘĆ
W moje 24. urodziny spotkało mnie osobiste nieszczęście. Straciłam ochotę na pisanie o ciuchach. Mam ambiwalentny stosunek do tego hobby - z jednej strony łatwo popaść w "pocieszanie się" modą, z drugiej - jestem niechętna kupowaniu i przeglądaniu ubrań - wydaje mi się to bezsensowne, puste.
Nie wiem, czy będę miała ochotę tu powrócić.
Obroniłam pracę magisterską, kontynuuję drugie studia, czas zabrać się za szukanie weekendowego zatrudnienia, powtarzać języki obce i zaakceptować to, co się stało.
Odzienie jest nieważne, gdy boli.
Ubrań są miliony, prawdziwa miłość - jedna.
Nie wiem, czy będę miała ochotę tu powrócić.
Obroniłam pracę magisterską, kontynuuję drugie studia, czas zabrać się za szukanie weekendowego zatrudnienia, powtarzać języki obce i zaakceptować to, co się stało.
Odzienie jest nieważne, gdy boli.
Ubrań są miliony, prawdziwa miłość - jedna.
7.10.11
KTÓREGOŚ DNIA TO MIASTO...
Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie.
Na razie chodzę, na razie patrzę, na razie swój nóż ostrzę,
wkładam, zdejmuję kastet.
Opluty.
Opluty.
M. Świetlicki
Z całej literatury najbardziej podziwiam poezję. Bez wątpienia jest to największe osiągnięcie języka, fuzja treści w minimum formy. Sama czasem popełniam aliryczne barbarzyństwo, fascynują mnie makabra skojarzeń i żenująco niepoetyckie środki wyrazu.(Wiecie, że Czesi mają nurt poezji żenującej? Wygooglujcie sobie Egona Bondego, odnajdziecie tam dziką fascynację wydalaniem powiązaną z nienawiścią do reżimu).
Moja wczorajsza zbrodnia (inspiracja - niebezpieczne przejście dla pieszych oraz płatki śniadaniowe z Biedronki):
szłam ulicą
ostatnia w zasadzie dynamika
wtem pozycja horyzontalna
zapakowali w czarny worek
a teraz sprzedają 50 deka mniej
w tym nowym opakowaniu
za wyższą kwotę i jako nowość
z zastrzeżeniem:
produkt pakowany jest według wagi
nie objętości
gdyż ulec ona może zmianie
podczas transportu
Wieczory w dużym mieście są, jak widać, inspirujące. Oto obiecane zdjęcia sprzed tygodnia, z wieczornego szwendania się po mieście i z wizyty w CK Zamek (byłyśmy z kumpelą na świetnym amatorskim przedstawieniu, gdzie ważną rolę odgrywał wokal dziewczyny przebranej za klucznika; nastrój oniryczno-psychodeliczny - I like it).
Sesja na zołzę. Wybaczcie wystającą stopkę. Stopy domagały się ochrony, gdyż cierpiały po innym obuwiu.
Sesja kiblowa: "Ej, zobacz jakie mam fajne kolczyki!"
Sesja na blacharę. Wszystko czerwone: począwszy od samochodu, skończywszy na oczach. :P:P:P
A tutaj mój najnowszy nabytek z allegro (nick zamazałam w postacji jakże fantazyjnych dekoracji w Paincie). Marzył mi się czerwony żakiet vintage. Koniecznie z lat 80-90. I niedługo będę go mieć za całe 11,50 zł. :) Rozbawiła mnie ta zbieżność:
Nasz iksfaktorowy dziwoląg ma podobny, i to jeszcze po mamie. :)
Tym pozytywnym akcentem rozpoczynam weekend!
Na razie chodzę, na razie patrzę, na razie swój nóż ostrzę,
wkładam, zdejmuję kastet.
Opluty.
Opluty.
M. Świetlicki
Z całej literatury najbardziej podziwiam poezję. Bez wątpienia jest to największe osiągnięcie języka, fuzja treści w minimum formy. Sama czasem popełniam aliryczne barbarzyństwo, fascynują mnie makabra skojarzeń i żenująco niepoetyckie środki wyrazu.(Wiecie, że Czesi mają nurt poezji żenującej? Wygooglujcie sobie Egona Bondego, odnajdziecie tam dziką fascynację wydalaniem powiązaną z nienawiścią do reżimu).
Moja wczorajsza zbrodnia (inspiracja - niebezpieczne przejście dla pieszych oraz płatki śniadaniowe z Biedronki):
szłam ulicą
ostatnia w zasadzie dynamika
wtem pozycja horyzontalna
zapakowali w czarny worek
a teraz sprzedają 50 deka mniej
w tym nowym opakowaniu
za wyższą kwotę i jako nowość
z zastrzeżeniem:
produkt pakowany jest według wagi
nie objętości
gdyż ulec ona może zmianie
podczas transportu
Wieczory w dużym mieście są, jak widać, inspirujące. Oto obiecane zdjęcia sprzed tygodnia, z wieczornego szwendania się po mieście i z wizyty w CK Zamek (byłyśmy z kumpelą na świetnym amatorskim przedstawieniu, gdzie ważną rolę odgrywał wokal dziewczyny przebranej za klucznika; nastrój oniryczno-psychodeliczny - I like it).
Sesja na zołzę. Wybaczcie wystającą stopkę. Stopy domagały się ochrony, gdyż cierpiały po innym obuwiu.
Sesja kiblowa: "Ej, zobacz jakie mam fajne kolczyki!"
Sesja na blacharę. Wszystko czerwone: począwszy od samochodu, skończywszy na oczach. :P:P:P
Wiem, co jest pięć. :P
kurtka - lumpekstunika/sukienka - New Look, lumpeks
legginsy - bezfirmowe
buty - H&M (wiem, jestem od nich uzależniona)
torebka - allegro.pl (również uzależnienie)
kolczyki - rynek Jeżycki (3 zł)
naszyjnik - Six
A tutaj mój najnowszy nabytek z allegro (nick zamazałam w postacji jakże fantazyjnych dekoracji w Paincie). Marzył mi się czerwony żakiet vintage. Koniecznie z lat 80-90. I niedługo będę go mieć za całe 11,50 zł. :) Rozbawiła mnie ta zbieżność:
Nasz iksfaktorowy dziwoląg ma podobny, i to jeszcze po mamie. :)
Tym pozytywnym akcentem rozpoczynam weekend!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























