Miałam się uczyć, jednak po kolejnej lekturze artykułu o języku w Internecie stwierdziłam, że nużą mnie stwierdzenia typu: "Język w Internecie to mieszanka języka pisanego i potocznego", "Internetowe kanały komunikacyjne to: www, komunikatory, e-maile, fora i grupy dyskusyjne" etc. Przecież pisałam o tym kilkadziesiąt stron! Gorzej będzie z typologią polszczyzny i nazwami własnymi w Internecie. Wszystko Wam wyjaśnię, jak będę już po. :)
Wzięła mnie senność, więc zaczęłam kręcić się po swoim małym pokoju i postanowiłam dokonać starcia z nowościami z mojej szafy.
Fuksjową sukienkę kupiłam w second handzie, była nowa, z metką New Look, początkowo planowałam ją sprzedać, bo jest o rozmiar za duża. Ma piękny krój tulipana i pomarańczową podszewkę, która koresponduje z żywym odcieniem różu (najmodniejsze połączenie minionej wiosny). Sukienka jest z dobrego gatunkowo materiału, pasuje do mojej karnacji i włosów, więc podjęłam decyzję, że zostaje ze mną. Wystarczy doszyć jej ramiączka w kolorze fuksji.
Oto i ona:
A tu istna wariacja. Nie, nie macie zeza, Wasze monitory nie szwankują. Musicie uwierzyć na słowo, że sukienka jest w takim kolorze, jak na zdjęciu "podłogowym". Na zdjęciu mam podkoszulek, na łóżku mały bałagan (nie, nie jestem bałaganiarą, a łóżko to moja pracownia), a na twarzy jestem jaką mnie Bóg stworzył - bez makijażu. Olejcie też wystrój pokoju - to pokój studencki ze sfatygowanym chodnikiem.
A oto moja inspiracja. Zdjęcie z theblondesalad.com. Uwielbiam Chiarę F.!
A tu nieudana stylizacja Megan Fox. Wyszło trochę wulgarnie:
Zapomniałabym o butach! Ostatnie dni nie były dla mnie zbyt miłe. Obiecałam sobie, że wreszcie pójdę na Półwiejską po buty, które na mnie czekają, bo chcą mnie pocieszyć. W sklepie dostałam rabat za porysowany obcas (2 mm wgłębienia), zapłaciłam za nie 39 zł:
Co za zbieżność, bo moja druga blond-ulubienica posiada niemal identyczne:
czerwone szpilki Kayture.
Na koniec mam pytanie. Ten blog z założenia miał być misz-maszowy, gdyż na co dzień nie ma mi kto robić zdjęć, poza tym... nie ubieram się jakoś oryginalnie. Szafa pełna, a ja codziennie jestem ubrana podobnie. Czy Wasze gusta zaspokoją zatem zdjęcia moich strojów robione przed lustrem przeze mnie samą? Moje poczucie smaku trochę nad tym ubolewa. No, ale czasem fotografuję moje stroje, żeby wiedzieć jak w czym wyglądam. Co o tym sądzicie? Autofotki - tak czy nie?