Tymczasowo nie mam Internetu (a to nawet dobrze). Korzystam z uprzejmości mojego współlokatora i kumpla zarazem. Dzisiejszą notkę chcę poświęcić wynajętej szafie.
Choć nie mam dziś tak bojowego nastroju jak w dniu dodania wpisu potępiającego blogowe pustostany, uznałam, że warto zamieścić tu nieco nowego. Sinusoida mojego humoru balansuje między zerem a wielkim minusem, dlatego, by nie myśleć o sobie (niewychodzenie poza siebie podczas smutku nasila przykre jego objawy), zajmę Drogich Czytelników rzeczami błahymi. Zapraszam Was do obejrzenia szafy pani Grażynki, od której wynajmuję pokój. Jejmość Grażynka wie, że jej mieszkanie ma zaledwie 3 zalety: widok (15 piętro), metraż i układ (70 m kw., 3 pokoje, wielki korytarz z oknem, osobna łazienka i WC) oraz wielkie szafy Komandor. Dlatego też żywię nadzieję, że sobotni potencjalni klienci przybyli w celu obejrzenia lokum, zniechęceni są wysokim czynszem i koniecznością generalnego remontu, dlatego nie eksmitują czworga sympatycznych studentów. A teraz utrwalam szafę, ten patent zapamiętam i powielę, gdy za 50 lat dorobię się własnych kilku ścian, rur, przewodów i okien, potocznie zwanych mieszkaniem. A tymczasem zapraszam do szafy! (Póki jeszcze mogę z niej korzystać).
Tańsza wersja wieszaków - plastikowe na sukienki i koszule. Obwieszone letnimi sukienkami szybko się nie wygną, poza tym mają praktyczne haczyki na tasiemkowe wieszaczki.
Wersja burżujska - wieszaki drewniane na odzież wierzchnią. To były najdroższe wieszaki w moim życiu, a dorwałam je w sklepie z chińszczyzną. Płacąc za nie, zgubiłam przy kasie 50 zł (kocham portfel Stradivarius z dziurawymi przegródkami, wrrr). 8 sztuk w IKEA kosztuje 16 zł.
Należę do rzadkiego typu pedantów. Jak nie wieszak, to kosteczka. Tak składam bluzki, minispódniczki, T-shirty i spodnie. Na punkcie prania mam podobnego świra. Używam płynów do prania i płukania. Gdy mieszkałam na co dzień w domu rodzinnym, praniem zajmowała się mama, która niechcący robiła mnie na szaro - spierała moje ukochane czarne bluzki i spodnie Persilem. Dziś wszystko piorę sama - uwielbiam zapach świeżych ubrań. A oto mój ulubiony płyn do płukania, niestety coraz rzadziej dostępny:
A teraz to, co kobiety lubią najbardziej - buty. Pokazuję jedynie część kolekcji, reszta jest na chorobowym (naprawy u szewca) albo na urlopie (w domu rodzinnym - ostatnio jak prawdziwa kobieta nie zmieściłam wszystkich swoich rzeczy do jednej walizki):
Proszę się nie śmiać z filcowych wkładek. Żelowych nigdy więcej. :P
A zimowe swetry i buty trzymam w kartonach kupionych w Black Red White (polska namiastka IKEA, polecam):
A jak Wy przechowujecie swoje ubrania?
Następnym razem umieszczę wpisy poświęcone sukienkom i moim wędrówkom po Poznaniu (czyli ani słowa o ubraniach i modzie).


Ja również składam wszystko w kostkę, ale nie zawsze panuje na półkach taki porządek jak u Ciebie :D A szafę i wieszaki mam z Ikei :D Wszystko białe :D
OdpowiedzUsuń