O ironio, moim niekwestionowanym atutem do niedawna była ciągła chęć kreatywnego pisania. Co smutne, i ja poddaję się wpływom dominacji kultury obrazkowej. W zeszłym tygodniu napisałam brzydki wierszyk o płci męskiej, ale twór ów nie nadaje się do publikacji. Lepiej będzie, jak pochmurne i gorzkie przemyślenia duszy mej kalekiej posiedzą jeszcze trochę w rękopisie i w mojej głowie, do której nieprzerwanie od 24. lat docierają różnorakie impulsy. Dziś po raz kolejny koncentruję się na dominacji grafiki nad słowem.
Szczególnym od-myśleniem, odmóżdżeniem jest dla mnie pójście tam, gdzie czai się kurz, roztocza i stado samic homo sapiens. W poniedziałkowe poranki zamieniam się w łowcę.
Spodenki miałam na sobie przy okazji ostatniego wpisu.
Szkoda, że mój aparat nie trudzi się nad jakością zdjęcia jak ja nad poprawnym zapisem notki. ;)
Jak widziałam wczoraj kolejki ustawiające się na co najmniej godzinę przed otwarciem lumpeksu, to aż mnie serce ściskało, że nie mogę wysiąść z tramwaju i dołączyć do tego wygłodniałego i żadnego nowych szmat, stada :D
OdpowiedzUsuńPs. Bardzo fajny poprzedni zestaw :)