25.11.11

TO SE NEVRATI

Czas skończyć z tą cizią - pomyślałam niespełna 2 lata temu, gdy zapragnęłam zmiany wyglądu. Dość mi było straganowej tandety na sobie, oskubanych adidasków, nieujarzmionych włosów. Gdy wyjechałam do Berlina, w samotne wieczory przeglądałam strony o modzie i powoli zaczęłam odnajdować swój styl. W ciągu dwóch lat niemalże całkowicie wymieniłam swoją garderobę. Z zagranicy przywiozłam sporo biżuterii, buty i parę ubrań, resztę planu uzupełniania garderoby realizowałam w polskich lumpeksach bądź na wyprzedażach. Bardzo skrupulatnie i regularnie przeglądam swoją szafę. Nie pozwalam zagnieżdżać się w niej ubraniom zużytym, bez smaku i szmacianej jakości. Pozostałam jednak wierna włosom - kolor mam naturalny, długość do połowy pleców - zamierzam zapuścić je do pasa. Jeśli chodzi o makijaż - nie lubię się malować, lecz zawsze tuszuję rzęsy, a ostatnio pokochałam eyeliner oraz czerwoną pomadkę.
Nigdy nie chciałam być modnisią, paniusią, chciałam, by mój ubiór był charyzmatyczny. Wyjątkowy nie jest, ale zawsze musi być kobiecy i bardzo lubię mocne akcenty - uwielbiam czerń, ramoneskę, kozaki za kolano, ćwieki. W kwiatkach od stóp do głów nigdy mnie nie zobaczycie. :)
Proste to wszystko - pomyślicie. Nie takie proste, zobaczcie jak zmieniałam się od czasów liceum. Koszmar, prawda? (A fotki i tak przeszły dokładną selekcję. Ich zamieszczenie wymagało ode mnie niemałej odwagi).

I klasa LO.

I klasa LO, wycieczka rowerowa.
Później było tylko gorzej:
Po I roku studiów - grzywkowy koszmar.

 Po II roku studiów - tandetny makijaż, koszula i koraliki.

Zielona żaba-dresiara.

Bazarowa królowa (sortowałam książki ze studiów i do matury).

Dzisiejszą mnie możecie zobaczyć na tym oto blogu. ;)
Ale mi wstyd, że tak kiedyś wyglądałam. I wiecie, co jest najgorsze? Wtedy charakter miałam na równi z wyglądem, a osoba, z którą już nie jestem, była we mnie wówczas szaleńczo zakochana. Przedobrzyłam. Teraz zmieniłam się na lepsze w wielu aspektach (nie myślę tylko o wyglądzie) i... chciałabym sobie życzyć, by moje trudy nie szły na marne. :)

1 komentarz:

  1. Ja Tobie również życzę dalszego rozwoju i dążenia do doskonałości, przede wszystkim, dla samej siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarz: