Nakupy to po czesku zakupy. Ostatnimi czasy jestem gołodupcem, bo zaniechałam zupełnie szukania pracy. Muszę to zrobić, stara już jestem, a mama gorąco zachęca: "Będziesz miała na swoje potrzeby!" Nie mam sumienia ciągle być na czyimś utrzymaniu. Chociaż perspektywa emerytury za jedyne 43 lata skutecznie zniechęca mnie do pracy, gdyż uwielbiam się kształcić - w planach mam dokończenie filologii słowiańskiej z językiem czeskim i studia podyplomowe (doktoranckie są wbrew pozorom bez przyszłości, chyba że jest tu ktoś chętny w roli sponsora?).
No, ale do rzeczy, mniejsza o czynnik ekonomiczny, choć to on odgrywa znaczącą rolę w moim podejściu do kobiecego sposobu na relaks. Robi się świątecznie i postanowiłam:
a) zaromatyzować się
b) zaopatrzyć się w domki bez zaciągania kredytu na 30 lat
c) zakupić glamourową torebeczkę na Sylwestra, na który nie mam planów (sh)
d) sprawdzić, czy pasuje mi szminka w kolorze czerwonego wina (będąc w drogerii, bałam się zaryzykować, więc kupiłam wersję testową na bazarku za całe 2 zł. Chyba jednak się skuszę na drogeryjną, bo kolor jest przepiękny, bazarowej boję się używać)
Kominek aromaterapeutyczny. Słyszałam, że Polacy to pomysłowy naród.
A w pokoju pachnie mi czekoladą, ciekawe dlaczego? :P
28.11.11
25.11.11
TO SE NEVRATI
Czas skończyć z tą cizią - pomyślałam niespełna 2 lata temu, gdy zapragnęłam zmiany wyglądu. Dość mi było straganowej tandety na sobie, oskubanych adidasków, nieujarzmionych włosów. Gdy wyjechałam do Berlina, w samotne wieczory przeglądałam strony o modzie i powoli zaczęłam odnajdować swój styl. W ciągu dwóch lat niemalże całkowicie wymieniłam swoją garderobę. Z zagranicy przywiozłam sporo biżuterii, buty i parę ubrań, resztę planu uzupełniania garderoby realizowałam w polskich lumpeksach bądź na wyprzedażach. Bardzo skrupulatnie i regularnie przeglądam swoją szafę. Nie pozwalam zagnieżdżać się w niej ubraniom zużytym, bez smaku i szmacianej jakości. Pozostałam jednak wierna włosom - kolor mam naturalny, długość do połowy pleców - zamierzam zapuścić je do pasa. Jeśli chodzi o makijaż - nie lubię się malować, lecz zawsze tuszuję rzęsy, a ostatnio pokochałam eyeliner oraz czerwoną pomadkę.
Nigdy nie chciałam być modnisią, paniusią, chciałam, by mój ubiór był charyzmatyczny. Wyjątkowy nie jest, ale zawsze musi być kobiecy i bardzo lubię mocne akcenty - uwielbiam czerń, ramoneskę, kozaki za kolano, ćwieki. W kwiatkach od stóp do głów nigdy mnie nie zobaczycie. :)
Proste to wszystko - pomyślicie. Nie takie proste, zobaczcie jak zmieniałam się od czasów liceum. Koszmar, prawda? (A fotki i tak przeszły dokładną selekcję. Ich zamieszczenie wymagało ode mnie niemałej odwagi).
I klasa LO, wycieczka rowerowa.
Później było tylko gorzej:
Po I roku studiów - grzywkowy koszmar.
Po II roku studiów - tandetny makijaż, koszula i koraliki.
Zielona żaba-dresiara.
Bazarowa królowa (sortowałam książki ze studiów i do matury).
Dzisiejszą mnie możecie zobaczyć na tym oto blogu. ;)
Ale mi wstyd, że tak kiedyś wyglądałam. I wiecie, co jest najgorsze? Wtedy charakter miałam na równi z wyglądem, a osoba, z którą już nie jestem, była we mnie wówczas szaleńczo zakochana. Przedobrzyłam. Teraz zmieniłam się na lepsze w wielu aspektach (nie myślę tylko o wyglądzie) i... chciałabym sobie życzyć, by moje trudy nie szły na marne. :)
Nigdy nie chciałam być modnisią, paniusią, chciałam, by mój ubiór był charyzmatyczny. Wyjątkowy nie jest, ale zawsze musi być kobiecy i bardzo lubię mocne akcenty - uwielbiam czerń, ramoneskę, kozaki za kolano, ćwieki. W kwiatkach od stóp do głów nigdy mnie nie zobaczycie. :)
Proste to wszystko - pomyślicie. Nie takie proste, zobaczcie jak zmieniałam się od czasów liceum. Koszmar, prawda? (A fotki i tak przeszły dokładną selekcję. Ich zamieszczenie wymagało ode mnie niemałej odwagi).
I klasa LO.
I klasa LO, wycieczka rowerowa.
Później było tylko gorzej:
Po I roku studiów - grzywkowy koszmar.
Po II roku studiów - tandetny makijaż, koszula i koraliki.
Zielona żaba-dresiara.
Bazarowa królowa (sortowałam książki ze studiów i do matury).
Dzisiejszą mnie możecie zobaczyć na tym oto blogu. ;)
Ale mi wstyd, że tak kiedyś wyglądałam. I wiecie, co jest najgorsze? Wtedy charakter miałam na równi z wyglądem, a osoba, z którą już nie jestem, była we mnie wówczas szaleńczo zakochana. Przedobrzyłam. Teraz zmieniłam się na lepsze w wielu aspektach (nie myślę tylko o wyglądzie) i... chciałabym sobie życzyć, by moje trudy nie szły na marne. :)
19.11.11
CZERŃ ZDOMINOWAŁA DUCHA MEGO
Powiedziałam sobie dość. Znudziło mnie nabywanie nowych ubrań (ciekawe na jak długo?). Starebrowary i inne poznanieplazy mogłyby dla mnie nie istnieć. Uwielbiam to uczucie, gdy przeglądam obrazki w gazetce "Hot" i znajduję w niej ubrania za kilkaset złotych, które wiszą w mojej szafie. Jest tylko jeden szkopuł - moje kosztowały 5-20 zł. Viva lumpeksy (czy ten blog nie gloryfikuje za bardzo szmateksów?)! Jak mi się zechce, dodam post z moimi ekwiwalentami.
No, ale nawet lumpeksy mi się przejadły. I wieczny brak wieszaków.
Przeżywam duchową żałobę (nie mylić ze śmiercią) i najlepiej czuję się odziana w barwy młodocianej metalistki. Uwielbiam kontaminacje (połączenia dwóch wyrazów w jeden) i gry słów: metal + licealistka = metalistka. Metal oznacza również kolor.
Poniżej trochę mojej smutnej i jakże nieodkrywczej tandety. I ruiny mają swoją symbolikę.
Ot, macie tu przeciętną blondzię, która czuje się jak podmiot liryczny z wierszy Františka Halasa (poety, przyjaciela naszego Gałczyńskiego).
No, ale nawet lumpeksy mi się przejadły. I wieczny brak wieszaków.
Przeżywam duchową żałobę (nie mylić ze śmiercią) i najlepiej czuję się odziana w barwy młodocianej metalistki. Uwielbiam kontaminacje (połączenia dwóch wyrazów w jeden) i gry słów: metal + licealistka = metalistka. Metal oznacza również kolor.
Poniżej trochę mojej smutnej i jakże nieodkrywczej tandety. I ruiny mają swoją symbolikę.
Ot, macie tu przeciętną blondzię, która czuje się jak podmiot liryczny z wierszy Františka Halasa (poety, przyjaciela naszego Gałczyńskiego).
płaszcz - masówka
sweter - lump (H&M Divided)
legginsy - bezfirmowe
buty - niemiecka tandeta, czyli Niu Jorker
PS Gdy nie wiemy z kumpelą jak zapozować, przypominamy sobie mądrość naszej naczelnej narodowej madelki Anny R. wygłoszoną w programie o tytule oznaczającym jej branżę. Seplenimy: "Zagraj twarzą" i zaraz mimika nam się zmienia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


