12.9.11

PROWINCJONALNA HERMES BIRKIN

Zrobiła się mała przerwa w blogowaniu. Po 1 - kończyłam pisanie pracy magisterskiej, po 2 - jestem w domu rodzinnym, gdzie domownik, na którego mam alergię, okupuje całodobowo komputer.
Nie wiem, czym zająć myśli w oczekiwaniu na rozmowę z promotorką, więc w niedzielę wybrałam się na długi spacer z panem, z którego powinnam się odkochać. Pogoda była dokładnie taka, jak 7 lat temu, trasa ta sama - wzdłuż rozgrzanych słońcem traw i torów kolejowych. Wiedzieni głodem zaszliśmy do Tesco i do centrum handlowego. Kupiłam ulubionego ciemnego Zlatego Bażanta, doceniając jednocześnie brak przepychu w małomiasteczkowej tzw. galerii. Na okolice Półwiejskiej w Poznaniu reaguję negatywnymi odczuciami - panuje tam nadmiar lansu. W moim rodzinnym mieście tego nie ma, jest swojsko, prawie jak przed laty.
Korzystając z okazji, wybrałam się do lumpeksu na dostawę. O 10.45 tłum był duży, byłam zdezorientowana, ale nie dałam za wygraną. Odzież gorsza niż ostatnio, mimo to szukałam do skutku. Wyszperałam złotawy sweter Atmosphere (złoto hitem sezonu), jednak odrzuciłam go, bo był za drogi. Plułam sobie w brodę, że miesiąc temu nie kupiłam złotego swetra, który kosztował 3 razy mniej niż ten. Po długim namyśle wyszłam z chabrową sukienką Atmosphere (nie mam tutaj aparatu, fotki dodam w jednym z nowszych, zapowiadanych już postów o sukienkach) i torebkę... Bardzo inspirowaną Hermes Birkin. Ma nawet kłódkę i kluczyk!
W drugim lumpeksie dorwałam czarną cekinową tunikę H&M, a w trzecim - cekinowe legginsy (podaruj sobie trochę kiczu) i kolejne cieliste buty New Look. Nie wiem, skąd moje upodobanie do stylu glamour.
A oto zdjęcia oryginalnej Hermes Birkin:


Moja jest bardziej kwadratowa. Pasować będzie do czarnego trencza, marynarki i szpilek.

5.9.11

SKÓR(A) CZY BYK?

Nigdy nie pomyślałabym, że założę na siebie rzecz skórzaną. 7 lat temu, kiedy związałam się z pewnym panem (trochę nieszczęśliwie), tworzyliśmy dziwną parę - ja - zbuntowana licealistka w czerni, która oddawała moje młodzieńcze depresyjne nastroje, on - czarny od stóp do głów - włosy dłuższe od moich, na wątłych ramionach ramoneska z bydlęcej skóry, glany i koszulka Behemotha. Na studiach nie dbałam o strój, rozmarzona i rozkochana w książkach, zakładałam na siebie róż, sprane spodnie, adidasy Pumy.
Dziś on ma włosy krótsze ode mnie, częściej nosi koszule i buty do garnituru, choć zdarza mu się chodzić w trampkach i moro (zależy gdzie akurat pracuje). Ja... dziś poszarpane jeansy, czarne szpilki i bokserka w róże. Mało mrocznie. Na trzecim roku studiów miałam w pokoju wielkie lustro. Wyjeżdżałam do Niemiec. W związku z tym zaczęłam skrupulatniej dobierać garderobę. I dobieram.
Doszłam do wniosku, że gdzieś w głębi mnie jest bunt, wrażliwość poetycka (tak jak na studiach nie przepadałam za literaturoznawstwem orientującym się na prozę, tak uwielbiałam największe osiągnięcia języka - jak to mówił Josif Broski - poezję). Uwielbiam Republikę i niektóre piosenki Maanam. Niesamowita synteza poezji i ekspresyjnej muzyki. Mam słabość do Ś.P. Grzegorza Ciechowskiego. Prawdziwa definicja charyzmy.
Polubiłam skórzaną czerń. (Ha, ale i tak na wczorajszym koncercie czułam się jak paniusia. Koleżanka napisała, żebym pojechała z nią na Łęgi Dębińskie na jakiś koncert. Przyjechałam, a tam Acid Drinkers. :P Muzyka tych panów zupełnie mi nie odpowiada.)
Pokażę Wam moje fałszywe skóry:

  lumpeksowa topshopowa, 5 PLN

bershkowa, 140 PLN

lumpeksowa, dziecięca, 22 PLN

A tutaj poza fałszywą trójcą jedyna, prawdziwa:

lumpeksowa, C&A, 8 PLN

A tu jej koleżanki w granicach 3000-4000 PLN:

Balenciaga

Dolce & Gabbana

The Row


Burberry

A tu fragment '7-letniego' pana, o którym była mowa na początku i z którego powinnam się odkochać:


4.9.11

ISTOTA ŻYWA

Tak, tak, obiecałam post i sukienkowy, i poznański. Mam jeszcze co najmniej 10 pomysłów na nowe notki, więc potrzymam Was trochę w niepewności. Czasem jednak ktoś tu zagląda. Nie chcę tutaj zamieszczać samych zdjęć ubrań bądź tzw. outfitów. Chcę urozmaicić ten blog jakąś żywą istotą
Mam małe opory przed publicznym publikowaniem swojego wizerunku. Jest to jednak zjawisko powszechne, dlatego odważę się na 3 zdjęcia. Do tej pory miałam 2 naprawdę świetne sesje zdjęciowe.
Nieśmiało pokazuję tutaj autorkę blogu. 2 lata młodszą. O tych zdjęciach przypomniał mi tusz do rzęs, który pokazywałam w ostatniej notatce pt. "KWC?". Załapał się na zdjęcia, będąc na rzęsach.


żakiet - Reporter
bluzka - Zara
korale - prezent z Ukrainy
spodnie - House, już dawno podarte i wyrzucone :)
buty - na emeryturze